Dzieła sztuki, potrafią zachwycać estetycznymi walorami, poruszać, czy przekazywać określone treści. Niektóre z nich skrywają też wiele tajemnic. Zawiłe dzieje „Madonny pod jodłami” skłaniają do refleksji.

Artykuł został zainspirowany powieścią Jolanty Marii Kalety „Wrocławska Madonna”

Obrazy to jedne z najliczniejszych dzieł sztuki. Szacuje się, że ludzie wykorzystują tę formę przekazu od około 30 000 lat. Nie sposób zliczyć, jak wiele dzieł tego rodzaju powstało przez taki szmat czasu. Nikt nie oszacuje też, ile obrazów powstanie w przyszłości. Popularność przekazywania treści za pomocą tego rodzaju utworów plastycznych nie maleje. Z pewnością więc powstawać będą niezliczone ilości kolejnych.

Zobacz gdzie kupić

Najpewniej nie starczyłoby nam życia, by poznać, choć część z istniejących na świecie obrazów. Niektórych nie można jednak pominąć. Walory estetyczne, czy przekazywane treści zasługują na należytą uwagę. Bez dzieł sztuki trudno przecież wyobrazić sobie istnienie i umacnianie kultury.

Na przestrzeni lat wiele malunków zyskało status wyjątkowych, a nawet bezcennych. Pośród nich znajdziemy obrazy, które zachwycają walorami estetycznymi i frapują swą historią. Niektóre skrywają również tajemnice i sekrety przeszłości. Warto je poznać.

Poznaj Skarby Dolnego Śląska

http://autorzy365.pl/skarby-dolnego-slaska_a5494

Obrazy przedstawiające Marię z maleńkim Jezusem nikogo nie dziwią. Katolicy nie od dziś przecież wykorzystują w celach religijnych podobne malunki. Istnieją jednak dzieła, które zadziwiają swą „mocą” i historią. To przy nich wierni, czy zwykli widzowie chylą swe czoła poruszeni odebranym przekazem. W tej grupie znajduje się „Madonna pod jodłami”. Aby zrozumieć, na czym polega fenomen owego obrazu, należy poznać jego niezwykłą historię. Fakty przekonają nas, że jest to dzieło pod każdym względem niezwykłe.

„Madonna pod jodłami” źródło: Wikipedia

„Madonna pod jodłami” to obraz namalowany w roku 1510 przez Lucasa Cranacha Starszego. Widnieje na nim Maria trzymająca na kolanach małego Jezusa, który ujmuje w ręku winne grono. Nad matką z dzieciątkiem pochyla się brzoza z jodłami ulokowanymi na górzystym tle. Obraz powstał na specjalne zamówienie złożone przez ówczesnego dziekana kapituły katedralnej – Joachima von Lindlau, który był również kanonikiem kapituły kolegiackiej głogowskiej. Zaradny kapłan miał na uwadze oba podlegające jego opiece miejsca. Właśnie dlatego, w roku 1510, Cranach namalował na polecenie kanonika aż dwa obrazy. Jeden to „Madonna pod jodłami”, która po wielu perypetiach wróciła do Polski. Drugi to „Madonna głogowska”, która niestety nadal pozostaje na obczyźnie.

Obraz Cranacha – Głogowska Madonna źródło: dolny-slask.org

Cranach był jednym z najwybitniejszych malarzy renesansowych i przedstawicielem odrodzenia. W roku 1510, gdy powstawały wspomniane obrazy, pozostawał katolikiem. Siedem lat później został natomiast zwolennikiem Marcina Lutra. Bez względu na przekonania nie można jednak zaprzeczyć, że artysta tworzył wyjątkowe dzieła.

Czy „Madonna pod jodłami” na pewno wyszła jedynie spod pędzla Cranacha?

Utalentowany artysta tworzył przez długie lata. Szacuje się, że Lucas Cranach Starszy jest jedynym autorem ponad 400 prac. Istnieją jednak dzieła malowane dzięki „pomocy” innych. Od tak wybitnego artysty chciało uczuć się wielu. Niektórzy dostąpili tego zaszczytu. Zdolniejsi mogli nawet dopracowywać szczegóły obrazów. Cranach malował „najważniejsze” fragmenty, a jego pomocnicy wykańczali detale. Jest jednak pewnym, że „Madonnę pod jodłami Cranach Starszy namalował samodzielnie.

Skąd przypuszczenie, że „Madonna pod jodłami” miała wyglądać inaczej?

Szczegółowy zamysł autora zawsze pozostaje jego tajemnicą. Nie dowiemy się, czy malarz był zadowolony z efektu. Możemy jednak zakładać, że Madonna z obrazu miała wyglądać nieco inaczej. Dowodzi tego zachowany pod warstwą malarską szkic. Rysunek zawiera szczegóły, które artysta pominął, wykańczając dzieło. Możliwe, że uznał je za zbędne, a może zerkając na powstający wizerunek, stwierdził, że w tej formie będzie „prawdziwszy”. Spekulować można długo. Wiedząc jednak, że pominięty został jeden z kosmyków włosów Maryi, czy niektóre rysy dłoni, uznamy, że obraz na pewno nie stracił.

Czy obraz na pewno powstał na płótnie?

W wielu źródłach można znaleźć wzmiankę, że „Madonna pod jodłami” to olej na płótnie. To pomyłka. Obraz namalowany został na deskach temperą, czyli farbą wodną. Technika ta podkreśla jego wyjątkowość i umiejętności Cranacha. Lipowe deseczki zostały sklejone poziomo i dopiero na to podłoże malarz nanosił precyzyjne, misterne malunki.

Publicznie podziwiana, czy skrzętnie skrywana?

„Madonna pod jodłami” wraca do katedry
Foto: msz.gov.pl

Trudno przypuszczać, że w XV czy XVI wieku, ktokolwiek przykładał do tego dzieła tak wielką wagę, jak obecnie. Wiedziano, że jest to cenny obraz, ale nit nie mógł nawet podejrzewać, że z czasem tak bardzo zyska na znaczeniu. „Madonna pod jodłami” została zamówiona, doczekała się ukończenia, szczęśliwie trafiła do katedry wrocławskiej i zawisła w kaplicy Świętego Jana Ewangelisty. Latami podziwiać mogli ją wszyscy. W XIX wieku kapituła uznała jednak, że ten cenny skarb należy chronić. W efekcie „Madonna pod jodłami” została przeniesiona do katedralnego skarbca. Odtąd wierni mogli ją podziwiać jedynie w wyjątkowych okolicznościach. W tamtym okresie obraz prawdopodobnie przeszedł pierwsze zabiegi konserwacyjne.

„Madonna pod jodłami” w podróży-niebezpieczna droga z Wrocławia do klasztoru cystersów w Henrykowie, stamtąd do Kotliny Kłodzkiej i znów do Wrocławia.

Madonna latami, spokojnie i bezpiecznie wisiała we Wrocławiu. Niestety II wojna światowa zmieniła wszystko. Szanse, że wrogie siły nie dotrą do Wrocławia, zdawały się nikłe. Właśnie dlatego, już w 1942 roku podjęto decyzję o ewakuacji cennych skarbów. „Madonna pod jodłami”, część zbiorów bibliotecznych, czy muzealnych została przewieziona do klasztoru cystersów w Henrykowie. Miejsce to bardzo krótko było bezpieczne. Gdy wojska zaczęły zbliżać się do klasztoru, dzieła przetransportowano do Kotliny Kłodzkiej. Dopiero po zakończeniu wojny Madonna powróciła do Wrocławia.

Kto przepołowił „Madonnę pod jodłami”?

Do Wrocławia obraz wrócił w bardzo złym stanie. Był przepołowiony i wymagał natychmiastowej konserwacji. Podobnież jeszcze w Henrykowie zbezczeszczenia dzieła dokonał radziecki żołnierz. Dla zmylenia miało ono wisieć w widocznym miejscu na zakrystii. Wróg zerwał je jednak ze ściany i przepołowił na własnym kolanie, po czym rzucił niedbale w kąt. Zajście w milczeniu obserwował jeden z księży. To on zebrał i ukrył części dzieła.

Artykuł został zainspirowany powieścią Jolanty Marii Kalety „Wrocławska Madonna”

Jak długo we Wrocławiu wisiała fałszywa Madonna?

Po zakończeniu wojny nastał kolejny trudny okres. Wrocław był zniszczony, a jego mieszkańcy zmuszeni, by odnaleźć się w nowej sytuacji. Rozpoczęto również prace nad wysiedlaniem ludności niemieckiej. W ówczesnym czasie pracami naprawczymi obrazu miał zająć się ks. Siegfried Zimmer. Duchowny dodatkowo zlecił swojemu dawnemu parafianinowi, wykonanie jego kopii. Gdy w roku 1947 został zmuszony, by opuścić Wrocław, zamiast kopii, zabrał ze sobą oryginał. Ksiądz znał wartość dzieła i dbale je zabezpieczał. Ostatecznie zabrał je ze sobą do Niemiec Zachodnich, a w latach sześćdziesiątych sprzedał antykwariuszowi Franzowi Waldnerowi. Czas upływał, Wrocław odbudowywał się, a w katedrze wisiała nieprawdziwa Madonna. Dopiero w roku 1961 zauważono, że wrocławianie podziwiają kopię.

Zobacz gdzie kupić

„Madonna pod jodłami” na europejskim rynku sztuki

Z pewnością w ówczesnym czasie nikomu nie przyszło do głowy, by sprawdzić, czy jakiekolwiek dzieło jest prawdziwe. Największą wagę przywiązywano do spraw przyziemnych. Prawda prędzej, czy później wychodzi jednak na jaw. Gdy w 1961 roku m.in. z Francji napłynęły prośby o kolorowe zdjęcia dzieła, dodatkowo padły nurtujące pytania. Czy na pewno jest to oryginał? Dlaczego identyczny obraz próbuje się sprzedać na europejskim rynku sztuki? Kościół musiał i chciał poznać odpowiedź, dlatego zlecił stosowne badania. W efekcie okazało się, że od ponad 20 lat we Wrocławiu wisi jedynie kopia.

Trudna droga do domu

Świadomość, że we Wrocławiu znajduje się kopia, nie oznaczała, że obraz automatycznie powróci tam, gdzie zawsze powinien być. Zliczając, „Madonna pod jodłami” prawie 70 lat pozostawała w niewiadomym miejscu. Cyklicznie pojawiały się mylące informacje. Wspominano, że obraz jest w Niemczech, we Francji, a nawet Szwajcarii. Kościół nie zaprzestawał jednak starań, by wrócił do Wrocławia. Pomimo wielu większych i mniejszych problemów ostatecznie prawnicy ze Szwajcarii oznajmili polskiej stronie, że prywatny kolekcjoner chce zwrócić obraz. Wystarczyło okazać dokumenty potwierdzające, „pochodzenie” dzieła i 12 lipca 2012 „Madonna pod jodłami” wróciła do domu.

Gdy jedni gotowi są mówić o cudzie, inni określają zdarzenie szczęściem lub aktem dobrej woli nieznajomego kolekcjonera. Szczegóły zdają się jednak nieważne. Warta miliony „Madonna pod jodłami” dla wrocławian jest przecież bezcenna.

Zawiła historia tego dzieła z pewnością kryje jeszcze nie jeden sekret. Nikt nie wie bowiem, co działo się z nim przez te dziesiątki lat. Zaspokoić wyobraźnie możemy dzięki książce Jolanty Marii Kalety. Autorka wie, jak cenna jest „Wrocławska Madonna”.

 

Zobacz gdzie kupić