Wrocław to cudowne miasto stanowiące siedzibę władz województwa dolnośląskiego. Obfituje ono w zabytki, dzieła sztuki i zapierające dech w piersiach panoramy.

Chociaż posiada ono ponad 600 tys. mieszkańców, przynajmniej część z nich nigdy nie odwiedziła wieży garnizonowego kościoła pod wezwaniem św. Elżbiety. Nie wiemy, czy jest to spowodowane strachem przed wysokością, czy może niewiedzą na temat fascynującej historii tej budowli.

Zobacz gdzie kupić

Budowa gmachu rozpoczęła się już na początku XIV wieku, fundatorem był ówczesny książę, Bolesław III. To niesamowite, że budowla, którą możemy dziś podziwiać, liczy sobie ponad 800 lat. W kolejnym XV wieku, do bazyliki dobudowana została wieża, która mierząc 130 metrów, była najwyższą i najpiękniejszą na Śląsku. Teraz jej wierzchołek sięga zaledwie 90 metrów, jednak zmniejszenie jej wysokości nie jest równoznaczne ze spadkiem wartości wizualnej.

Widok z XVI w. ze 130-metrową wieżą (Wikipedia)

Decydując się na odwiedzenie bazyliki, rozpoczynamy zwiedzanie od wspięcia się na 200 stopni prawoskrętnych schodów. Na interesujące widoki nie musimy jednak długo czekać. Już w połowie drogi, przez uchylone drzwi możemy zobaczyć pokaźnych rozmiarów dzwony. Dochodząc na sam szczyt, nasze zmęczenie zostaje zrekompensowane wrocławską panoramą.

Ten wspaniały XIV- wieczny zabytek, w swojej historii nie miał szczęścia. Jego zła passa rozpoczęła się już w roku 1529, kiedy silna wichura zerwała z wieży hełm, który runął na przykościelny cmentarz. Kolejna tragedia przyszła na przełomie roku 1806 i 1807, podczas zdobywania Wrocławia. Ostrzał artyleryjski wojsk francuskich zniszczył znaczną część bazyliki. Uszkodzony został hełm, dach kościoła, kaplicy oraz biblioteka. Chociaż naprawa zniszczeń trwała kilkanaście lat, pogoda nie oszczędziła kościoła. 4 czerwca 1960 roku, wskutek potężnego wyładowania atmosferycznego zapaliła się sygnaturka. Spaleniu uległa część wieży oraz dachu. Był to pierwszy kontakt bazyliki z zabójczym żywiołem.

Rysunek z 1827 – widoczny wieniec domków altarystów (Wikipedia)

Drugie zetknięcie z ogniem nastąpiło 20 września 1975 roku, podczas pożaru, który objął górną część wieży kościoła. Zniszczeniu uległy wszystkie drewniane konstrukcje, dzwony, renesansowy hełm, baldachimy. Podczas prac remontowych nie udało się uniknąć kolejnego nieszczęścia.

9 czerwca 1976 roku, wybuchł drugi pożar. Chociaż strawił on całą świątynię, mieszkańcy mogą mówić o ogromnym szczęściu. Płomienie były bowiem tak silne, że w przypadku wystąpienia niesprzyjających wiatrów, zagrożone byłyby również sąsiadujące kamienice. Według relacji mieszkańców, siła ognia była tak ogromna, że uniemożliwiała dotykanie metalowych ram okien w mieszkaniu oddalonym od wieży o 100 metrów.

Wieża z renesansowym szczytem (Wikipedia)

Akcja pożarnicza trwała wiele godzin, zaangażowane zostały wszystkie jednostki straży pożarnej. Woda nie miała szans z potęgą ognia, postanowiono odciąć mieszkańców od dostępu do wody, aby wzmocnić jej ciśnienie w wężach. Po ciężkim czasie wypełnionym łzami, potem krwią, udało się ujarzmić potężny żywioł. Teorie dotyczące przyczyny pożaru, do dziś pozostają sprzeczne.

To przejmujące wydarzenie, pozostawiające w zgliszczach kościół św. Elżbiety we Wrocławiu, rozpoczyna akcję powieści, pod tytułem „Kolekcja Hankego”, autorstwa Jolanty Marii Kalety. Książka opowiada o niekiedy heroicznej walce Matyldy, młodej pracownicy wrocławskiego muzeum, o uratowanie resztek śląskiego dziedzictwa przed chciwymi rodakami i zagranicznymi kolekcjonerami. Początkowo niczego nieświadoma kobieta trafia na trop listy zagrabionych przez nazistowskich dygnitarzy dzieł sztuki. Pod koniec II Wojny Światowej zostały one ewakuowane z Wrocławia, a ślad po nich zaginął. To przypadkowe wydarzenie stało się pierwszym krokiem w poszukiwaniach zaginionej kolekcji Karla Hankego. Nienaganny wygląd, rozbudowany charakter oraz aparycja Matyldy sprawiły, że przyciągała ona do siebie niemniej atrakcyjnych mężczyzn.

Artykuł zainspirowany książką Jolanty Marii Kalety – „Kolekcja Hankego”

Wtrącenie wątku miłosnego okazało się niezbędnym zabiegiem, który dodatkowo urozmaicił rozwijające się w zawrotnym tempie wątki, zagadki i tajemnice. Sercowe perypetie głównej bohaterki nie były jednak jej jedynym problemem. Niezwykły splot okoliczności i zawziętość kobiety w odkrywaniu prawdy sprawił, że została ona wplątana w samo centrum ogromnej intrygi. Pomiędzy porucznikiem milicji, nieuczciwymi muzealnikami oraz wojewódzkim oddziałem PZPR.

Tajemnice Wrocławia – Kościół Garnizonowy

Jolanta Maria Kaleta po raz kolejny pokazała swój talent i ogromną zręczność łączenia literackiej fikcji i sensacji z wydarzeniami historycznymi, które pozwalają nam poznawać zagadki tajemniczego Śląska.

Zobacz gdzie kupić